Odświeżenie. 2011-05-19 21:53:34

Jak ktoś pracuje na torze kartingowym przy jednej z największych stacji benzynowych w Polsce, naturalną rzeczą jest fakt, że codziennie przewalają się wam przed oczami tony żelastwa pod nazwą samochód. Mimo że od dawna interesuję się motoryzacją i większość aut które jeżdżą po naszych drogach nie robi na mnie wrażenia, to w pewne upiornie nudne popołudnie postanowiłem przypatrzeć się autom, które tu przyjeżdżają. Dobra, zgoda, większość z nich to wielkie ciężarówki, które są dla mnie tak samo interesujące jak fakt, kiedy stopniał ostatni płatek śniegu wiosną 1857 roku. Mimo to na nie też zacząłem zwracać uwagę, ale nie dlatego że nagle wydały mi się szalenie fascynujące. Nie, skądże. Zacząłem obserwować ludzi którzy niemi jeżdżą. I to nie tylko ciężarówkami, wszystkimi. 
Powinien cieszyć mnie fakt, że nasze drogi zapełniły się nowymi samochodami, a nie ledwo jeżdżącymi rzęchami zza zachodniej granicy. Jednakże ilekroć widzę jakiś interesujący pojazd, zaraz zaczynają mnie ze złości swędzieć zęby, kiedy widzę kto tym autem jeździ. Nie tak dawno, kiedy zamykałem biuro, na stację podjechał wielki, napakowany i plujący niespalonym paliwem Ford Mustang. Piękny, czarny lakier z czerwonym wnętrzem tworzył kontrast tak oszałamiający, że zesztywniały mi plecy a z gardła wydobyło się stłumione Aaaaaghh!. Stałem tak i patrzyłem na to zjawiskowe coś, prawdopodobnie z najgłupszą miną świata. Ktoś, kto zrobiłby mi w tym momencie zdjęcie, spokojnie mógłby wysłać je do National geographic twierdząc, że właśnie odkrył nowy, nieznany dotąd gatunek małpy polskiej. Myślę że by mu uwierzyli.
Ale moja twarz bardzo szybko przybrała wyraz obrzydzenia, kiedy drzwi się otworzyły i wysunęła się z nich wielka, tłusta stopa w białej skarpetce i... sandałach. Nie zwróciłem wcześniej uwagi na tablice auta, ale teraz było dla mnie jasne że musi mieć coś wspólnego z Polską. Owszem, tablice były warszawskie.
Zaraz za stopą, z samochodu wyłoniła się równie obrzydliwa łydka w jeszcze obrzydliwszych szortach, a potem cała reszta, która była tak obleśna jak to, co wyszło z auta pierwsze. Moja twarz zaczęła przybierać kolor dojrzałej śliwki, bo zacząłem dusić się ze śmiechu. Bo na czubku tego ludzkiego Mount Everestu tkwiła głowa wielkości fistaszka. Wszystko to sprawiło mi nie lada frajdę. Pomijam już fakt, że facet szedł tak, jakby na szyi wisiał mu Jowisz.
Kolejną uciechę sprawiło mi nowe BMW serii 5. O tyle, o ile nie jestem fanem tych samochodów, bo uważam że ich projektant nie ma poczucia gustu i pewnie ma nieudane życie erotyczne, to akurat to bardzo mi się spodobało. A wszystko dzięki jej pasażerom. Zza kierownicy wysiadł facet, który wyglądał tak, jakby ubierał o Jacyków i Lady gaga jednocześnie. Trudno mi znaleźć odpowiednie określenie na to, jak wyglądał. Natomiast drzwi po stronie pasażera sprawiły że padłem trupem, zmartwychwstałem, potem stwierdziłem że to nie sen, popełniłem samobójstwo w stylu Kurta Cobaina. Dziewczyna, a może kobieta, a może równie dobrze lemur w przebraniu, miała na sobie bez mała trzy tony makijażu i kolejne pięć ton samoopalacza. Bo – mimo że jestem facetem – nikt nie wmówi mi że kolor dojrzewającej w słońcu pomarańczy jest naturalny. Włosy stworzenia były ufarbowane na tak przeraźliwie jasny blond, że prawie nie było ich widać. I przypominały mi krzak jemioły. Na szczęście mam zdrowe oczy, więc je zauważyłem. Ktoś z problemami wzrokowymi równie dobrze mógłby pomyśleć że to Rudi Schubert po kuracji odchudzającej. Jakoś inny łysy człowiek mi nie przychodzi do łowy. 
Ale to, co spowodowało moją dwukrotną śmierć, nie było makijażem czy fryzurą. Kojarzycie takie robocze uniformy, jednoczęściowe kombinezony? Nasza koleżanka (to na pewno był lemur!) miała na sobie coś w tym stylu, tylko że to coś było tak obcisłe, że widać było wzór koronki na jej stringach. Serio. Dobra, może to nie jest aż tak szokujące, w końcu panna Berry jako Kobieta Kot też była cała obcisła, a nikt nie powie mi że to nie było podniecające. Jednak pasażerka BMW postanowiła być oryginalna, i wszystko co nie było jej skórą – choć tego nie jestem do końca pewny – pokryte było wzorem w lamparcie centki. Buty, rajstopy, górna część tego centkozonu, apaszka, torebka... Jakbym podszedł bliżej, daję sobie uciąć głowę, paznokcie pewnie też były by w centki. To raczej byłoby dość kłopotliwe, przecież byłem martwy. Dziewczyna chwiejnie stawiała każdy krok, może dlatego że szła na szpilkach wysokości wieży Eiffela. Albo dlatego że po prostu nie umiała chodzić. Albo że miała krzywe jak pałąki nogi grubości mojego przedramienia. Nie przesadzam. 
Jednak najbardziej irytującą, a przez to najlepiej zapamiętaną sytuacją była ta, w której o mało nie dostałem zawału serca i udaru mózgu jednocześnie. Ze złości. Na parking wjechało piękne, czerwone Porsche. Błyszczało w słońcu i wydawało się krzyczeć: Patrzcie na mnie, jestem cholernie kosztowne! Czarne szyby skutecznie broniły prywatności kierowcy, ale kiedy wysiadł szla jasny mnie na miejscu trafił. Spodziewałem się jakiejś powabnej brunetki lub ewentualnie młodego biznesmena. Ale nie. Z auta wysiadł facet, który na moje oko pamiętał jeszcze dinozaury. Lub nawet Moment Stworzenia. Albo to on tworzył, więc był jeszcze starszy? Ciężko mi to było stwierdzić, ponieważ każdy milimetr jego skóry pokryty był zmarszczkami tak głębokimi, że pewnie rozwinęło się tam życie podobne do tego które spotkać można na dnie Rowu Mariańskiego. Nie wyglądał mi ani na mordercę, ani Ojca Chrzestnego, ani tym bardziej na Ojca Rydzyka. Więc ja się pytam, z jakiej racji człowiek, który powinien zasuwać z balkonikiem, jeździ takim autem? Przecież to jasne, że ja zrobiłbym z tego Porsche lepszy użytek. Już uderzenie w pierwsze napotkane drzewo i bolesna śmierć była by lepsza niż taki samochód w rękach kierowcy, który pewnie nawet nie wie co to elektryczność i uważa, że to że samochód jedzie to zasługa Amona albo jakiegoś innego Światowida. Skandal!
Takich sytuacji było jeszcze wiele, i pewnie wiele jeszcze będzie. I dlatego nienawidzę pasjami starych, tłustych blondynek w centkowanych kombinezonach i skarpeto-sandałach.

Tagi: ludzie, polska, auta, felieton, motoryzacja, moda

skomentuj (0)

Księga Gości